Jak to się zaczeło
W moim życiu odkąd pamiętam były psy. Lecz nigdy nie były one tylko moje. Zawsze marzyłam o swoim psie ... Prawdziwym przyjacielu. Psie który zrobi dla mnie "wszystko" i ja nie pozostanę mu dłużna. Nie wspomnę już że gdyby był to jeszcze mądry pies a to byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie. Kiedy któregoś dnia w domu mojej siostry pojawił się border collie zaczełam się interesować tą rasą. I szybko stwierdziłam że moje marzenie może się spełnić. Niestety albo stety strasznie podobały mi się borderki o kolorzeblu merle z niebieskimi oczami.

I tak zaczeły się poszukiwania mojego wymarzonego merlaka. Obdzwoniłam całą Polskę i Czechy i niestety nikt nie miał na chwilę obecną takiego koloru. Najbliższy termin spodziewanego miotu merlaków był u Pana Tomasza Pecolda za rok. Nie miałam wyjścia ,musiałam czekać na swoją niebieskooką suczkę blu merle.

24-go września 2006 moje życie zmieniło się nieodwracalnie.Rano zadzwonił do mnie Pan Tomek i powiedział że urodziło się pięć chłopców i jedna dziewczynka blu merle, na zamówienie dla mnie.Pamiętam jakie dylematy towarzyszyły mi decyzji wyboru suczki w wypadku kiedy miałabym mieć wybór. Teraz mogę powiedzieć że nigdy nie bede żałował żego niemiałam. Pamiętam jak od razu zapytałam mojego hodowce o kolor oczu a on zaczął się smiać i powiedział że nie da rady otworzyć im oczu:).Zadzwonił do mnie za jakiś czas i powiedział że ma dobrą wiadomość:jedna suczka,merle i na dodatek ma niebieskie oczy! Byłam szczęśliwa.Kiedy odebrałam moje cudo zaczoł się proces socjalizacji. I tysiące pomysłów co będziemy robić?

Znałam możliwości tej rasy i jej potrzeby.Więc zaczęliśmy ćwiczyć sztuczki,agillity,freesby.Prawdę mówiąc Shira bo takie dostała imię moja wymarzona merlaczka uczyła się wszystkiego w zastraszającym tempie. Juz w wieku pięciu miesięcy awansowała do grupy zaawansowanej w agillity,i robiła pierwsze pokazy z freesby.Mój życiowy partner Marcin mówiąc szczerze nigdy nie przepadał za psami ale w Shirze zakochał się od pierwszego wejrzenia za jej oddanie, chęć pracy ze mną i całokształt. I może dlatego też że Shira stała się całym moim życiem, poświęcałam jej dużo czasu i zostawało nam niewiele dla nas.Więc podjęliśmy decyzję o drugim borderze i wspólnej pasji jaką stało się pasterstwo (ale o tym w dziale pasterstwo).

Dziś wiemy że powiedzenie "bordery są jak chipsy,zjesz jednego i chcesz dalej" jest prawdziwe.Tym razem wybór padł na czekoladę. Marzeniem Marcina był duzy,mocny pies.I znów 24-go września rok później urodził się nasz Toro także z hodowli Energizer. Dziś nasz świat nasze psy wywróciły do góry nogami.Gdyby ktoś powiedział mi że człowiek może tak zwariować na ich punkcie,kupić owce, łąkę ,biegać w kaloszach w wolne dni i pasać owce powiedziałabym że chyba zwariował. I tak jest. Są naszym światem a my ich.